Zamknij usta, tato i otwórz portfel

 


Zawsze przyjemnie jest widzieć dobrze wychowane dziecko, szkoda tylko, że taka możliwość pojawia się coraz bardziej rzadko. Dobrze wychowane dziecko podobne jest do rzadkiego ptaka, którego trzeba umieścić w czerwonej księdze, jako szybko wymierający gatunek.


Zamknij usta, tato i otwórz portfel aldactone generic cost

Dobrze wychowane dziecko, w standardowym pojęciu, - to cichy i skromny mały człowiek, który zawsze mówi "dzień dobry", "proszę", "dziękuję" cichym i spokojnym głosem, słuchający rodziców i niczego nierobiący bez ich pozwolenia. Takie dziecko niewątpliwie jest wygodne dla dorosłych, ale co to daje jemu samemu?

Tak już się utarło, że bierzemy małego człowieka, siłą zaszczepiamy mu sztuczne wartości i reguły, które my sami uważamy za dobre. Próbujemy zaprogramować go, jak komputer, standardowymi programami zachowania i wymagamy od niego dokładnego wykonywania tych programów.

Nie znamy innego sposobu wychowania dzieci, bo my sami jesteśmy tak wychowani i zaprogramowani. Żyjemy siłą inercji, nie wiedząc, po co, próbujemy zając się czymkolwiek, żeby tylko jak najmniej myśleć o nieuchronnym końcu. W rezultacie takiego stosunku do życia doszliśmy do tego, że cały nasz świat rozpada się na naszych oczach. Gospodarka, rządy, rodzina, - na niczym już nie można polegać.

Kariera i pozycja społeczna są bezwartościowe w oczach młodego pokolenia. To zbyt dalekie i abstrakcyjne dla nich pojęcia. Oni pragną przyjemności prostych i dostępnych teraz, a nie chcą inwestować w przyszłość. Nie jest to zaskakujące, cała współczesna cywilizacja żyje dniem dzisiejszym, przyszłość jest mglista, niejasna i nikt nie chce o niej myśleć.

Surowość i kary już nie działają. Dziecko rozgoryczone przez rodziców i szkołę zamyka się w sobie, ucieka w gry komputerowe, a kiedy podrośnie, z przyjemnością przygarną go dilerzy narkotykowi lub organizacje nacjonalistyczne.

Autorytet starszych to dzisiaj pusty frazes. Autorytetów nie ma.

Ani przywódcy państw, ani inni wielcy ludzie nie są godni zaufania a priori. Każdy powinien zasłużyć sobie na szacunek swoim działaniem, tak dorośli odnoszą się do siebie nawzajem i tak samo dzieci odnoszą się do dorosłych.

Młode pokolenie nie może tak po prostu przyjąć naszych wartości i robić "to, co im się mówi". Oni muszą zdobyć swoje własne doświadczenie i przekonać się o wszystkim samodzielnie. Na tej drodze błędy i konflikty są nieuniknione, ale tylko w taki sposób można odkryć tę linię postępowania, która nie zaprowadzi ich życia w nieruchome bagno.

My jesteśmy dla nich przedstawicielami innego świata, którego oni nie rozumieją. A my, nie mając niczego innego, próbujemy im ten świat narzucić, chociaż i nas samych on wcale nie zaspakaja. I kiedy ja podchodzę do dziecka i mówię: "Ja ciebie kocham i pomogę ci", - to właśnie jest to, czego ono ode mnie nie potrzebuje.

Możemy próbować być ich przyjaciółmi, uczestniczyć w ich grach, ale przyjąć nasze doświadczenie i sposób myślenia - być takimi, jak my - oni nie chcą. Dopóki jeszcze dzieci są małe i znajdują się pod naszą władzą, my jeszcze możemy im coś narzucić, ale kiedy podrosną, oni i tak zrzucą z siebie obcy dla nich sposób życia.

W rezultacie dzieci odnoszą się do nas na zasadzie "zamknij usta i otwórz portfel". Przecież, jeśli my z całą swoją wiedzą i życiowym doświadczeniem nie możemy im niczego dać, to pozostaje nam tylko rola personelu obsługującego, ale jeżeli jednak mimo wszystko chcemy im pomóc i nie pozostawić ich życia ślepemu losowi, to powinniśmy nie rzutować na nich wychowania, które sami otrzymaliśmy, a znaleźć nowy system, bardziej odpowiedni dla nich. Dla tego koniecznie musimy uczyć się i szukać.

Dzieci można uczyć tylko na tym, co je interesuje, a nie interesuje ich prawie nic z tego, co im proponujemy. Oni tak nie mogą, nie ma u nich pragnienia żyć ot tak po prostu, oni chcą poznać sens i przyczyny wszystkiego, co dzieje się z nimi i wokół nich. My im tego nie dajemy, a tylko przygotowujemy ich do tego, żeby mogli wyżywić się i jakoś urządzić w życiu.

My musimy nauczyć się widzieć świat i siebie samych oczami dzieci. Trzeba pokazywać w filmach, w książkach, jakimi oni nas widzą, niech dzieci dyskutują o tym przed kamerami i objaśniają nam. I z tym musimy się liczyć i zgodnie z tym zmieniać siebie. I to prawdziwa wewnętrzna rewolucja, którą musimy dokonać z miłości do dzieci. Powinniśmy pokazać dzieciom, że pomimo tego, że jesteśmy inni, staramy się zrozumieć ich i z miłości do nich gotowi jesteśmy zmieniać nasze wzajemne stosunki, żeby nie tylko zejść z drogi i nie przeszkadzać młodemu pokoleniu, a dać im wiarę i siłę znaleźć w życiu to, czego my znaleźć nie potrafiliśmy.

 

 

Michał Arszawski

 

Odwiedź nas na Facebooku

Rzeczywistość z przymrużeniem oka

407779_237777539640630_928748264_n.jpg
Copyright