Co i jak uczyć dzieci


 

Z pewnością wszyscy, coraz częściej widzimy w naszych dzieciach jakiś rodzaj zła, które należałoby zwalczać wszelkimi możliwymi metodami.

W Internecie reklamowane jest urządzenie hiszpańskiego projektanta, które podobno pozwala rozwiązać problem niechęci i lenistwa u dziecka.


Proponuje się mianowicie przykucie niesfornej latorośli do miejsca nauki. Urządzenie składa się z ważącej 10 kg metalowej kuli, łańcucha i bransolety z zegarem, którą zakłada się na nogę. Mimo woli przywodzi to na myśl narzędzia tortur używane przez średniowieczną inkwizycję. Jednak, jak zapewniają producenci, urządzenie jest bardziej humanitarne.

 

Założony na bransolecie zegar, po trzech godzinach nieprzerwanej nauki, wypuszcza ucznia na wolność. Natomiast w Wielkiej Brytanii, National Health Service (Państwowa służba zdrowia) opublikowało film, na którym widać uczennicę rodzącą dziecko przed szkołą, w otoczeniu innych uczniów. Film ma za zadanie walkę z niechcianymi ciążami wśród nastolatek.

I chociaż sami autorzy filmu uznają go za szokujące widowisko, to jednocześnie twierdzą, że tradycyjne metody prewencji nie wywierają już żadnego wpływu na młodzież.


Co stało się z nami i z naszymi dziećmi, że stały się one dla rodziców jakimś niekontrolowanym złem, z którym trzeba walczyć za pomocą łańcuchów i terapii szokowej?

Mało kto wie, że współczesny system edukacji powstał zaledwie 200 lat temu,

był produktem rozwoju przemysłu i postępu technologicznego. A więc w czasach, kiedy potrzebne były przysłowiowe "śrubki i nakrętki", czyli ludzie, którzy mają obsługiwać proces produkcji w fabrykach. Powstały wtedy nowoczesne szkoły,

w których utworzono klasy złożone z trzydziestu uczniów.

Nauka w takiej szkole, to nic innego, jak mechaniczne "wbijanie" wiedzy do głowy uczniów, egzaminy i następni. I znowu "wbijanie" wiedzy, egzaminy i następni.

W ten sposób szkoły stały się instytucjami "produkującymi" ludzi o wykształceniu wystarczającym do utrzymania w sprawności machiny gospodarczej. Chociaż do tego czasu system edukacji był zupełnie inny.


Polegał on na samokształceniu dziecka i na dialogu z nauczycielem. Słowo "szkoła" w języku greckim oznaczało miejsce, gdzie uprawiało się gry, zabawy, gimnastykę i inne rozrywki. Miejsce gdzie dzieci

i nauczyciele spotykali się, rozmawiali ze sobą, śpiewali, tańczyli, czytali, wystawiali różnorodne sztuki teatralne. Szkoła zajmowała się wtedy nie tylko uczeniem, lecz w większym stopniu rozwojem, wychowaniem i formowaniem młodego człowieka.

W naszych czasach wszystko to uległo zniekształceniu, szkoła stała się nie  tylko zwykłym przekaźnikiem wiedzy, ale wręcz przekształciła się w system koszarowy. A człowiek nie może przecież rozwijać się, kiedy jest ciemiężony.

Od ucisku on zamyka się w sobie, kurczy się, zamiast harmonii powstaje w nim agresja, okrucieństwo i pragnienie wyrwania się w przód, za pomocą wszelkich dostępnych środków. Nasze postrzeganie świata, które zmieniło się przez te dwieście lat, nie może pogodzić się z tym stanem.

Uczeń nie może wysiedzieć na lekcjach, nie może przyjąć tej metodyki, tego systemu. A nawet nienawidzi nauczycieli, szkoły i nie chce do niej chodzić.

A jeżeli idzie, to tylko dlatego, że dzięki temu może spotykać się z rówieśnikami. Z tej przyczyny właśnie nasze dzieci są nieszczęśliwe, wpadają w depresję, sięgają po narkotyki, leki, uprawiają sex.

I wszystko to tylko dlatego, że my nie potrafimy dać im prawidłowego systemu nauczania, który pozwoliłby człowiekowi odczuwać siebie w harmonii ze sobą samym i otaczającym go światem, a przyuczamy go tylko do życia w bezdusznej konkurencji i do okrucieństwa.

Około dwustu lat temu narodził się model współczesnego systemu ekonomicznego. Dzisiaj system ten zawala się, ale kryzys nie jest tylko kryzysem finansowym.

Jest to kryzys w nauce, sztuce, w rodzinie i w każdej innej działalności człowieka. Ponieważ goniąc za wskaźnikami postępu utraciliśmy to, co najważniejsze - głębię naszego człowieczeństwa.


Zabiliśmy ją już w szkole. Ale teraz dorośliśmy już do czasu, kiedy system edukacji wymaga gruntownych zmian i nowego podejścia do człowieka. I jeżeli skierujemy na to nasze wysiłki, to nie będziemy potrzebowali

ani średniowiecznych tortur, ani terapii szokowych, żeby wychować młode pokolenie na ludzi, z których będziemy dumni.

Marina Fateeva

Copyright